Jestem niebieska
![]() |
11-12.2.2025
Przyleciałam na Ziemię razem z meteorytem, albo w nim, na nim... a może będąc nim. Wylądowałam na terenie dzisiejszego Meksyku, na Jukatanie, koło Meridy. Jestem w domu. Całe moje życie tak się poskładało, poprzez wszystkie dziwne "zbiegi okoliczności", że właśnie teraz jestem tutaj, i spotykam moją rodzinę, a raczej widzę ją, bo spotykaliśmy się przez całe życie, to i poprzednie, i poprzednie, i... Nie zawsze były to dobre spotkania. Słowa dobre czy złe nie mają tutaj racji bytu - nadają zabarwienie emocjonalne, oceniają, porównują - to jest dobre a tamto złe, albo to jest lepsze a tamto tragiczne. Nie ma spotkań dobrych i złych, są spotkania. Każdy z nas, niebieskich, przyszedł tutaj z jakąś określona misją. Ja - zbierałam doświadczenia - emocje, zwykle bardzo hardkorowe, wahadła uniesień i upadków, od gwałtów, morderstw, śmierci głodowej czy tortur, po szalone miłości, zachwyt do obłędu, zwycięstwa i szczęście do granicy histerii. Czasami wszystko bardzo blisko siebie. Jestem zmęczona, bardzo, moje ciało się zmienia, nie dlatego, że wpierdalam za dużo słodyczy, choc to pewnie też, ale zmienia się moje DNA. Teraz. Tutaj. Boli mnie wszystko. Jestem Zmęczona huśtawkami nastrojów, brakiem stabilizacji, spokoju, ciągłym życiem w oczekiwaniu i pomiędzy. Próbami udowodnienia, że nie jestem koniem, czy jakoś tak. Chociaż tak naprawdę, to nikogo to nie interesuje.
Wszystkie istoty tutaj gnają w jakimś pędzie do samozagłady, nie chcą widzieć, słyszeć czuć, a właściwie, to prawie wszystkie. Ale budzimy się. Jest nas coraz więcej. W miłości i uważności. Dlaczego Merida? To kolebka, początek. Przylecieliśmy tutaj żeby doświadczać, uczyć siebie i innych, tworzyć i uzdrawiać. Pomagać w łączeniu kropek. W zrozumieniu... właściwie to nie chodzi o zrozumienie, tylko o czucie. Liczy się to, co czujemy, nie przeżywamy. Poczułam dzisiaj, że to czy będę miała dom, dwa czy osiem, nie ma żadnego znaczenia. Nie ma znaczenia jaki masz samochód czy ubrania, ile dzieci, psów czy przyjaciół. Wszystko się zmienia, liczy się tylko nasza wewnętrzna stabilizacja, spokój, miłość i otwartość na innych. Wiedziałam to na poziomie logicznym, ale dzisiaj to poczułam. W drodze z Progresso do Meridy, siedząc w małym, ciasnym colectivo, czyli busiku dla tubylców, obok gadających głośno starych Yucateków. Było ciasno, dziwnie pachnieli, może uczciwie rzecz nazywając - brzydko, nie mogłam się wyprostować - czuję się tutaj jakbym była za duża, za jasna, za wysoka. I wreszcie wiem dlaczego. My niebiescy jesteśmy wysocy, smukli, prawie przezroczyści. Nie mamy za wielu emocji - spokój i rozumienie, porozumiewanie się telepatyczne, wchodzimy w inne istoty, żeby poczuć i zrozumieć, wesprzeć, tacy telepsychoterapeuci. Czasami niektórzy z nas wchodzą w to do bólu i krwi ostatniej, żeby naprawdę poczuć, bo trudno zrozumieć coś, czego się nigdy nie doświadczyło. Potem łączymy się z innymi niebieskimi, i wszyscy mogą doświadczać razem z nami, wejść w to. Przyglądają nam się wtedy z troską i uważnością, jak małemu dziecku, chociaż w tym momencie jesteśmy tylko ludźmi, a nie... no właśnie. Nie wiem, jak nazwą nas inne istoty, a może już nazwali, plejadianie? Marsjanie? Nie jesteśmy z Marsa, nasz dom jest duuuużo dalej, a właściwie, to cały wszechświat jest naszym domem. Bez granic, terytoriów itd. Nie znamy wojen, walki, ale też wielkiej miłości czy pasji tworzenia. Spokojny złoty środek.
Jestem wolna istotą, nie potrzebuję żadnych kotwic, tylko wspólnotę czucia i bycia, nawet nie rozumienia, a właściwie, to niczego nie potrzebuje, po prostu jestem. Tutaj na Ziemi większość z nas ma mocno niebieskie oczy, ale nie wszyscy, zobaczyłam dzisiaj sporą część mojej prawdziwej rodziny... nie wszystkich dobrze wspominam, za dużo płaczu, emocji, dramy i rozczarowań. Ale po to tutaj jesteśmy, żeby doświadczać. Mamy delikatną niebieską poświatę, jakby niebieska aurę, ktoś mógłby to określić, że świecimy na niebiesko. Kiedy siedzimy w kręgu, i wchodzi ostatni element układanki, koło się zamyka - nasza poświata wzmacnia się, i robi się bardziej biała, łączymy się, i jesteśmy wtedy mocniejsi w jedności. W tej chwili na Ziemi jest ogromny tłok. Mnóstwo różnych istot, z różnych światów pojawiło się tutaj właśnie teraz, żeby doświadczyć przejścia. Jesteśmy tutaj z różnych powodów - ja czuję, że pojawiłam się żeby łączyć różne światy i istoty, Żeby pomagać w komunikacji, czuciu, rozumieniu. Żeby po prostu być, i pozwolić płynąć energii ze mną i przeze mnie. Taka moja niebieska misja. Aha, i już koniec z hardkorem, koniec z huśtawkami nastrojów i emocji. Spokój, miłość i jedność. Jestem gotowa na spotkanie innych niebieskich, tych, którzy nie wcielili się w ludzi też.
Tutejsza
Komentarze