Farma cielaków
Kocham latać samolotami. Świat z góry zawsze wygląda troszkę inaczej, widzę siebie i NAS z zupełnie innej perspektywy. Tym razem podziwiając widok z okna zobaczyłam farmę cielaków. Wiecie, takie pojedyncze plastikowe budki typu igloo - tak to się podobno nazywa, ustawione regularnymi szeregami, w każdej budce mały cielak, który nie może za bardzo się ruszać, w kompletnej izolacji, ale dostaje jedzenie i picie. Produkt uboczny przemysłu mleczarskiego. Setki. Z góry nie widziałam oczywiście cielaków, tylko dachy budek. Smutny widok, no ale takie życie. W miarę jak zbliżaliśmy się do tego miejsca uświadomiłam sobie, że te białe daszki wcale nie są takie małe, że to jasne dachy domów wyglądały w słońce na białe. Po prostu osiedle domków, ale - wrażenie farmy pozostało. Trochę mnie zmroziło. Kto nas hoduje i po co? Może też jesteśmy produktami ubocznymi jakiegoś przemysłu? W izolacji. Zamknięciu. Tylko minimum żeby przetrwać, a co najlepsze nawet nie mamy świadomości...