Wczoraj obejrzałam stary film z minionego wieku, ze znakomitym - może nie aktorem, ale mistrzem sztuk walki. Główny bohater ścigał i zabijał sam siebie w różnych światach równoległych, żeby zebrać moc , mądrość i umiejętności od wszystkich części siebie. Autorzy filmu "wymyślili sobie, że nie ma jednego "Uniwersum", tylko jest "Multiversum". Każdy z Nas żył w np. 125 światach równolegle, nie mając o tym oczywiście pojęcia, aż... wymyślono podróże w czasie. Wtedy pojawiły się przeróżne dziwne pomysły ludzi, czy raczej istot, żyjący w tych różnych światach. Żeby ograniczyć przekręty powstała międzywymiarowa policja, która ścigała podróżników używająch nielegalnych portali i tunelów międzyczasownych. Uff, skomplikowane, ale bardzo prawdopodobne. Oczywiście, jak już zostało ich tylko dwóch - zły i dobry - to obaj zebrali moc z pozostałych zabitych części siebie, i walczyli jak równy z równym, I dobry wygrał, a zły wylądował w międzywymiarowym więzieniu...